„Muszę postawić granicę” – to zdanie słyszę w gabinecie bardzo często. Zwykle pada z napięciem, jakby granica była czymś, co trzeba wznieść szybko i solidnie, zanim ktoś znowu wejdzie za daleko. Rozumiem to. Kiedy przez lata zgadzaliśmy się na więcej, niż mogliśmy unieść, mur wydaje się jedynym ratunkiem.

W Gestalcie patrzymy na to trochę inaczej. Granica kontaktu to miejsce, w którym spotykam to, co nie jest mną: drugą osobę, jej potrzeby, świat wokół. To nie linia, która oddziela, ale powierzchnia, na której coś się wydarza.

Skąd wiem, że to za dużo?

Ciało zwykle wie pierwsze. Ściśnięty żołądek, gdy ktoś prosi o kolejną przysługę. Zmęczenie po rozmowie, która „przecież była miła”. Nagła irytacja, której nie potrafię sobie wyjaśnić. To sygnały, że coś na granicy kontaktu się dzieje – i warto się przy nich zatrzymać.

Granica nie mówi „odejdź”. Mówi raczej: „tu jestem ja – a gdzie jesteś Ty?”.

W terapii nie uczymy się stawiać granic z dnia na dzień. Raczej zauważamy, kiedy je przekraczamy, jakie potrzeby wtedy pomijamy i czego się obawiamy, gdy myślimy o powiedzeniu „nie”. Często okazuje się, że pod spodem jest lęk przed utratą bliskości.

Granica jako zaproszenie

Paradoksalnie wyraźna granica może zbliżać. Kiedy wiem, na co się zgadzam, a na co nie, mogę być w relacji bardziej obecna. Nie muszę się chronić milczeniem ani wycofaniem. Druga osoba dostaje ode mnie prawdziwą informację – i ma szansę na nią odpowiedzieć.

Jeśli rozpoznajesz w tym siebie, możesz zacząć od małego kroku: zauważ dziś jedną sytuację, w której powiedziałaś lub powiedziałeś „tak”, choć coś w Tobie mówiło „nie”. Nie musisz nic z tym robić. Wystarczy zauważyć.

Małgorzata Kaczarewska
Małgorzata Kaczarewska

Psychoterapeutka Gestalt w szkoleniu. Przyjmuję w Szczecinie i online.